Słodko-gorzkie zwycięstwo Willermoza w Wilhelmsbad
W drugiej połowie lat 70. XVIII wieku niemiecka Ścisła Obserwancja Templariuszy przeżywała głęboki kryzys. Już podczas konwentu w Kohlo w 1772 roku wyrażano wątpliwości co do Karty, którą baron von Hund rzekomo otrzymał od Karola Edwarda Stuarta, oraz co do tak zwanych Nieznanych Przełożonych, którym Zakon miał podlegać. Wówczas dano Hundowi kredyt zaufania, ograniczając się do zastąpienia go na czele Zakonu księciem Ferdynandem Brunszwickim-Lüneburskim (1721–1782). Inaczej było na konwencie w Brunszwiku w 1775 roku: Hund został wezwany do przedstawienia dowodów swoich twierdzeń i ostatecznie przyznał, że wszystko było jego własnym wymysłem.
Zakonowi groził rozpad, a wiele lóż opuszczało go, by przyłączyć się do innych systemów (Obrządek Szwedzki, Obrządek Zinnendorfa, Złoty Różokrzyż Starego Systemu…).

Próbując ratować to, co jeszcze się dało, Ferdynand Brunszwicki zwołał konwent, który miał odbyć się w Wilhelmsbad w 1782 roku. Wcześniej, bo już w 1780 roku, rozesłał do kapituł wszystkich prowincji okólnik z prośbą o odpowiedź na szereg pytań, które można podsumować następująco: czy Zakon ma Przełożonych? Kim oni są? Czy Zakon wywodzi się od templariuszy? Czy można przywrócić Zakon Świątyni? Czy rytuały są odpowiednie? Czy cele Zakonu powinny być tajne, czy znane wszystkim? Czy Zakon dysponuje wiedzą, której nie posiada nikt inny?

Książę Ferdynand Brunszwicki-Lüneburski
Pytania zadane przez księcia Brunszwiku niemal dokładnie odpowiadały obawom, do których odniósł się już konwent galijski w 1778 roku. Dlatego też delegaci francuscy przedstawili Reformę Lyońską na konwencie w Wilhelmsbad. To właśnie tę reformę, będącą w dużej mierze dziełem Willermoza, konwent w Wilhelmsbad przyjął w 1782 roku, zgadzając się tym samym na porzucenie templariuszowskiej filiacji i zaprzestanie roszczeń do majątku Zakonu. Zwycięstwo Willermoza nie było jednak pełne, ponieważ konwent nie zatwierdził stopni Profesów i Wielkich Profesów, na których najbardziej mu zależało i w których zawarł całą doktrynę Martinezistowską. Stopnie te najwyraźniej zbyt mocno konkurowały z nurtem mistycznym szwedzkiego myśliciela Emanuela Swedenborga (1688–1772), który cieszył się przychylnością niemieckich i skandynawskich wolnomularzy.
Dzięki pracy Willermoza i jego przyjaciół Ścisła Obserwancja Templariuszy, przekształcona w Obrządek Szkocki Rektyfikowany, nabrała nowego oddechu, ale ten zryw nie trwał długo, gdyż po śmierci księcia Brunszwiku w 1792 roku Zakon ostatecznie upadł. Obrządek Szkocki Rektyfikowany przetrwał jedynie we Francji i Szwajcarii.
Odkrycie mesmeryzmu i sprawa Nieznanego Agenta
Między 1782 a 1792 rokiem można było oczekiwać, że Willermoz podwoi wysiłki, aby rozwinąć swój obrządek i spróbować przeforsować zatwierdzenie dwóch ostatnich stopni przez cały Zakon. Nic takiego się nie stało; trzeba przyznać, że przez kilka lat zaniedbywał on zwykłe wolnomularstwo. W 1784 roku uwagę Willermoza przykuło wydarzenie, które pochłonęło znaczną część jego czasu: przybycie do Lyonu Cagliostra (właściwie Giuseppe Balsamo, 1743–1795), który chciał otworzyć tam lożę swojego Obrządku Egipskiego. Willermoz nie zamierzał pozwolić rywalowi na ekspansję na swoim terenie, więc zasięgnął informacji o przybyszu. Szybko zidentyfikował Cagliostra jako szarlatana, jednak ten zdołał uwieść kilku lyońskich wolnomularzy i założyć lożę „La Sagesse Triomphante” (Triumfująca Mądrość). W 1785 roku wybuchła jednak afera naszyjnikowa, w którą zamieszany był Cagliostro; został on osadzony w Bastylii, a następnie wydalony z Francji w 1786 roku. Szybko o nim zapomniano na rzecz postaci znacznie poważniejszej – Franza Antona Mesmera (1734–1815), twórcy teorii magnetyzmu zwierzęcego.
Ten niemiecki lekarz i astronom łączył naukę z okultyzmem. Rozwinął teorie na temat wpływu gwiazd na ludzkie ciało, zanim zainteresował się magnetyzmem i zaczął stosować terapie za pomocą magnesów. Jego koncepcja zakładała istnienie w świecie fizycznego płynu, który łączy żywe istoty. To właśnie nierównowaga tego płynu miała powodować choroby, a on twierdził, że potrafi go chwytać, gromadzić i kierować nim, aby osiągnąć uzdrowienie.
Od 1778 roku Mesmer mieszkał w Paryżu, gdzie założył Towarzystwo Harmonii Powszechnej, aby szerzyć swoje teorie i praktyki. Dla jednych szarlatan, dla innych geniusz, zyskał wielu zwolenników, zwłaszcza wśród wolnomularzy. Dopiero od 1783 roku mesmeryzm dotarł do Lyonu, gdzie uczniowie Mesmera stworzyli lokalną grupę o nazwie „La Concorde” (Zgoda), do której przystąpił Willermoz i kilku innych rektyfikowanych wolnomularzy. To zainteresowanie masonów przyszło w samą porę dla mesmeryzmu, który przestał już fascynować Paryż. Poparcie tak wybitnego wolnomularza jak Willermoz pozwoliło mu przetrwać w Lyonie dłużej niż w Paryżu, który sam Mesmer opuścił w 1785 roku.
Jednak, jak można było się spodziewać, lyoński mistycyzm, którego Willermoz był doskonałym przedstawicielem, nie mógł zadowolić się czysto fizyczną, materialistyczną i „naukową” interpretacją magnetyzmu zwierzęcego. Mesmeryzm został przyjęty w Lyonie w formie somnambulizmu, czyli hipnozy, a płyn zwierzęcy uznano nie za czynnik fizyczny, lecz za prawdziwą siłę duchową i nadprzyrodzoną, łączącą żywe istoty z Bogiem. Sesje somnambuliczne miały pozwalać na dostęp do najskrytszych tajemnic wszechświata. Łatwo zrozumieć, że Willermoz, który nie uzyskał żadnych nadprzyrodzonych manifestacji dzięki teurgii nauczanej przez Martinèsa, mógł ulec pokusie tej nowej metody. Oddał się jej z entuzjazmem, magnetyzując dwie młode dziewczyny zimą 1784–1785 roku. Następnie wykorzystał jako medium niejaką Jeanne Rochette.
Wtedy to, w 1785 roku, brat z jego loży, kawaler de Monspey, przekazał Willermozowi dokumenty sporządzone dla niego przez tajemniczego „Nieznanego Agenta” w stanie somnambulicznym (dziś powiedzielibyśmy: pismo automatyczne). Ten Nieznany Agent nakazał Willermozowi stworzenie Towarzystwa Inicjowanych w celu badania jego objawień, co ten niezwłocznie uczynił. Uczynił z niego rodzaj tajnej klasy, stojącej ponad klasą Profesów i Wielkich Profesów. Nawet Louis Claude de Saint-Martin stał się jego członkiem, mimo że opuścił wolnomularstwo, gdy Willermoz przyłączył się do Ścisłej Obserwacji Templariuszy.
Zeszyty Nieznanego Agenta były niezwykle chaotyczne, mroczne i pełne wymyślonych słów oraz nieznanych znaków. Willermoz i jego zwolennicy, pewni, że znajdą w nich ślady języka adamowego, z pasją zabrali się do ich studiowania. Willermoz znajdował w nich nawet dziwne podobieństwa do doktryny Martinèsa, ciesząc się, że ma dostęp do tej samej prawdy na dwa różne sposoby. Badania te miały zresztą wpływ na rytuały masońskie, gdyż to za radą Nieznanego Agenta Willermoz zastąpił Tubalkaina Phalegiem jako hasłem pierwszego stopnia. Jednak komunikaty Nieznanego Agenta stawały się coraz bardziej mroczne, mistyczne i prorocze, czasem zapowiadając wydarzenia, które się nie realizowały. Co więcej, pojawiały się sprzeczności między wiadomościami Nieznanego Agenta a tymi, które ustnie przekazywała mu Jeanne Rochette – mniej wzniosłymi, ale bardziej pragmatycznymi. Dlatego zdecydował się doprowadzić do ich spotkania, aby Nieznany Agent przekazał Jeanne sztukę pisma magnetycznego.

Marie-Louise de Monspey, zwana Mme de Vallière
To właśnie podczas tego spotkania w kwietniu 1787 roku Willermoz odkrył tożsamość Nieznanego Agenta: była to Marie-Louise de Monspey (1731–1814), znana jako Églée de Vallière, kanoniczka w opactwie Remiremont w Wogezach; była ona rodzoną siostrą kawalera de Monspey, który przekazał Willermozowi słynne zeszyty Nieznanego Agenta. Czy Monspey zahipnotyzował swoją siostrę? Jeśli jej wiadomości były tak bliskie doktrynom Martinèsa i świadczyły o pewnej znajomości tajemnic masońskich, czy nie dlatego, że jej brat złamał przysięgę i zdradził jej sekrety wolnomularzy martinezistowskich? Willermoz odniósł przykre wrażenie, że został zmanipulowany. Tłumiąc wstyd i zakłopotanie, przez ponad rok zachowywał tajemnicę, ale 10 października 1788 roku zwołał Towarzystwo Inicjowanych, aby przedstawić im swoje wątpliwości co do nadprzyrodzonego i cudownego charakteru komunikatów Nieznanego Agenta. Wściekła Mme de Vallière odpowiedziała, odbierając mu kierownictwo Towarzystwa i przekazując je Jeanowi Paganucciemu (1729–1797), który, jak pamiętamy, był jednym z redaktorów rytuałów Reformy Lyońskiej.
Ten niefortunny epizod osłabił rektyfikowane wolnomularstwo, odciągając na kilka lat lyońskich Wielkich Profesów od lóż symbolicznych. Co więcej, ten szalony okultyzm zniechęcił wielu protestanckich Wielkich Profesów z Prowincji Burgundii w Strasburgu. W przededniu Rewolucji Obrządek Szkocki Rektyfikowany we Francji wydawał się być w stagnacji i podzielony. Czy Willermoz zdoła przeprowadzić go przez rewolucyjną zawieruchę? O tym dowiemy się w kolejnym artykule.



